Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie dziecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie dziecka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 stycznia 2014

Koszmarny wypadek w Kamieniu Pomorskim


Tragedia niewyobrażalna. Jak każda, kiedy ginie dziecko i zostawia osieroconych rodziców, lub kiedy jest na odwrót i kiedy malutkim dzieciaczkom ktoś odbiera mamę i tatę. Tego faceta zapewne osądzą i wszystko wskazuje na to, że dostanie sporo lat. I dobrze. Ale są jeszcze one - dzieci. Ten człowiek zabrał im wszystko, co miały. Bo dla takich dzieci rodzice są ABSOLUTNIE WSZYSTKIM, co mają. I myślę sobie, że sprawiedliwym standardem w takich sytuacjach powinno być to, że temu, kto sprawił, ze dzieci tracą rodziców, odbiera się wszystko, co on sam ma. Sąd, poza karą pozbawienia wolności, powinien zasądzić również dożywotnie renty dla osieroconych dzieci, a obowiązek opłacania tych rent powinien zawsze w pierwszej kolejności ciążyć na sprawcy. Oznaczałoby to, że już dziś komornik powinien zająć wszelki majątek sprawcy, a po spieniężeniu go przekazać uzyskane środki na celowy fundusz rentowy tych dzieci. Dodatkowo, w przypadku zwolnienia sprawcy z aresztu, powinien on mieć obowiązek dożywotniego łożenia na te dzieci (choćby już dziećmi nie były), od którego to obowiązku zwalniać mogłoby tylko oświadczenie woli osieroconej ofiary. Kiedy pozbawiasz kogoś bezbronnego, małego, dzieciaczka po prostu, wszystkiego co ma, sam powinieneś stracić wszystko, co masz. Oczywiście jest tu kilka kwestii do dopracowania (bo taki degenerat mógłby potem chcieć zgładzić te dorosłe już dzieci, żeby uwolnić się od finansowych obowiązków), ale to jest do ogarnięcia mądrymi zapisami. W każdym razie koleś do końca życia powinien w części choć żyć dla tych dzieci. To pewne. 

środa, 11 grudnia 2013

Maluszek i choinka


Ida święta. W około zaczyna się szaleństwo, wszędzie reklamy z kolędami i świątecznymi piosenkami zza oceanu. I dylemat wcale nie odwieczny – co komu w prezencie? Tak! Nie odwieczny! Choć zdawać by się mogło co niektórym młodszym, że i owszem. Ale jeszcze w czasach, gdy rok nazywał się na 198, czyli raptem te trzydzieści lat temu, pod choinkę można było kupić niemal cokolwiek, co kupić się w ogóle dało, bo i tak nikt niemal nic nie miał. Nie do wiary? Tak, nie do wiary, ale tak było. Pamiętam, że jako gdzieś tak dziesięcioletni chłopak miałem jedną naprawdę porządną zabawkę – resoraka, którego tata przywiózł mi z delegacji z Katowic. To był mój wielki powód do dumy (że go mam - tego resoraka, no i tego tatę!). Taki resorak, jakiego dziś kupisz za dziesięć złotych w byle sklepie. A Gwizdka? Czekało się na prezenty, a jakże. I to jak się czekało. Nawet bardziej, niż dziś. I dostawało się to, co rodzice (nie!! Gwiazdor!!) mogli dać. Jakieś klocki, jakąś tablicę i kredę, książkę. I było cudownie. Kocham swoje dzieciństwo. Ach, każdy kocha przecież. No w końcu było się młodszym o te kilkadziesiąt lat, to jak nie kochać. Ale ja pamiętam nie tylko to, ze byłem mały. Także to, że pośród otaczającej nas wszystkich materialnej mizeroty, na pierwszy plan wychodziły nasze uczucia i emocje. Moje dziecięce także. Co roku jednym z piękniejszych gwiazdkowych prezentów było dla mnie ubieranie choinki. Ten nastrój, znoszenie kartoników z bombkami ze skrytki w przedpokoju, najpierw lampki, potem ozdoby, potem wata i lamety, i te kolorowe światła i cienie na ścianie pokoju, w którym stanęła choinka. Nigdy tego nie zapomnę. Nie pamiętam już niemal żadnego prezentu, ale te światła i cienie i widok latarni oświetlającej tańczące płatki śniegu, widok z okna pokoju babci, tego nie zapomnę nigdy.

Kiedy przed chwilką usiadłem do komputera, żeby napisać ten post, to wcale nie o tym chciałem, co powyżej. Ot tak, jakoś się zapomniałem, poniosło mi duszę. Chciałem o naszych dzisiejszych dzieciach. I o tym, co może im sprawić radość. Właśnie z moją Iskierką kombinujemy, co mógłby Gwiazdor przynieść naszej najmłodszej pociesze. Półtora roku. Żoncia maltretuje tablet i pokazuje kilka fajnych pluszaków na baterie. Ten skacze, ten śpiewa, a ten powtarza to, co się do niego mówi. Super zabawki. Mikroprocesorowe. Mówię -  a może jakaś farma ze zwykłymi figurkami zwierząt – nie, starsza ma i starczy. A może zwykły pluszak przytulak? No co ta za prezent gwiazdkowy w ogóle… No dobra. Niech coś będzie na baterie, skoro już być musi. Ale niech będą też te kolorowe światła i cienie na ścianie. Żeby miała co pamiętać.